Na wystawę końcoworoczną Akademii Sztuk Pięknych poszłam oglądać prace studentek i studentów. Wyszłam jednak także z myślą o budynku. Syrokomli 21 robi dziś świetne wrażenie: dawna szkoła została znakomicie dostosowana do potrzeb współczesnej uczelni artystycznej. To przestrzeń jasna, funkcjonalna, przyjazna dla pracy, a zarazem taka, która nie udaje, że nie ma przeszłości.
I właśnie ta przeszłość wydaje mi się szczególnie ważna. Dzisiejsza obecność ASP przy Syrokomli nie jest całkowicie nowym rozdziałem w historii tego miejsca. To raczej kolejna odsłona tradycji edukacji artystycznej, projektowej i rzemieślniczej. Gmach dawnej Szkoły Przemysłowej Żeńskiej powstał po to, aby uczyć konkretnych umiejętności: rysunku, pracy z materiałem, projektowania, szycia, haftu, koronek i dyscypliny warsztatowej.
Praca ku samodzielności
Łatwo dziś sprowadzić podobne zajęcia do lekceważącego słowa „robótki”. Tymczasem w historii tej szkoły nie chodziło o niewinne wypełnianie czasu. Chodziło o wykształcenie zawodowe kobiet, o estetykę, samodzielność projektową, precyzję ręki i możliwość pracy. To była wiedza: techniczna, artystyczna, ekonomiczna i społeczna.
Tradycje szkoły sięgały końca XIX wieku, kiedy w Krakowie działały kursy robót ręcznych kobiecych. Później rozwinęły się one w Szkołę Praktycznych Robót Kobiecych, a następnie w Miejską Szkołę Przemysłową Żeńską. Budowę nowego gmachu przy Syrokomli rozpoczęto tuż przed I wojną światową, a jego wykończenie i pełne uruchomienie opóźniły wydarzenia wojenne. Gdy szkoła mogła już działać we własnej siedzibie, szybko stała się ważnym miejscem kształcenia dziewcząt i kobiet.
Koronki w życiu i w szkole
Najbardziej interesuje mnie w tej historii to, że koronczarstwo nie pojawia się tu jako drobna ozdoba na marginesie edukacji, ale jako część większego programu pracy z formą, wzorem i materiałem. W dawnych programach szkoły obok szycia, krawiectwa i haftu pojawiały się koronki klockowe, igiełkowe, gipiurowe, iryjskie, weneckie czy saskie. W okresie międzywojennym koronczarstwo rozwijało się w szkołach zawodowych szeroko, jako dziedzina wymagająca projektu, ćwiczenia, znajomości techniki i długiego przekazu umiejętności.
Dlatego patrząc na współczesną wystawę końcoworoczną ASP, trudno nie zobaczyć ciągłości. Zmieniły się narzędzia, języki projektowe, media i potrzeby uczelni. Ale sama idea miejsca, w którym uczy się myślenia przez materiał, obraz, kompozycję i rękę, nie jest nowa. Ona była tu od początku.
Dudrewiczowa
W tej historii pojawia się także Maria Modés-Dudrewiczowa — jedna z najważniejszych postaci polskiego koronczarstwa XX wieku, autorka podręczników, nauczycielka, organizatorka i praktyczka. Krótko po wojnie pracowała w tej szkole. To bardzo ciekawy szczegół, bo pozwala połączyć historię instytucji z historią konkretnych kobiet: nauczycielek, instruktorek, projektantek i rzemieślniczek, które przekazywały wiedzę dalej.
Syrokomli 21 jest więc dla mnie czymś więcej niż pięknie odnowioną siedzibą ASP. To budynek, który przypomina, że kobiece rzemiosło było częścią nowoczesnej edukacji artystycznej. Że haft, szycie, koronka, projekt i rysunek tworzyły wspólny język. I że historia sztuki nie zawsze zaczyna się od obrazu na ścianie galerii. Czasem zaczyna się od nici.
Państwowa Szkoła Zawodowa Żeńska w Krakowie, widokówka wydana przez szkołę, lata 30. XX w. Źródło reprodukcji: Rada Dzielnicy VII Zwierzyniec, dzielnica7.krakow.pl. Autor fotografii nieustalony; jako materiał archiwalny z widokówki z lat 30. może być traktowany jako prawdopodobna domena publiczna, ale źródło internetowe nie podaje jednoznacznej licencji.

0 komentarzy